Dzisiaj przez cały dzień kawałkami oglądałam ,,Lakier do włosów". Bardzo przyjemny dla oka i ucha musical z nieskomplikowaną fabułą, zrobiony w sposób lekki i nienachalny. Na początku może wydawać się odrobinę infantylny, lecz po skończonym filmie zdałam sobie sprawę jak poważne kwestie porusza. Obraz podobał mi się tym bardziej, że był osadzony w realiach lat sześćdziesiątych, mojej ulubionej dekady w modzie. Tak więc w filmie królowały sukienki z wysoką talią i trapezowatym dołem, perły, kocie kreski na powiekach oraz wytworne i dopracowane do perfekcji ,,tapiry".
Tadam i nagle nastała światłość i wszyscy odkryli jaką jestem suką.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
sobota, 9 kwietnia 2011
Requiem dla snu.
Dzisiaj zabieram się do napisania mojej pierwszej recenzji filmowej. Na celowniku mam ,,Requiem dla snu". Film obejrzałam kilka tygodni temu, lecz przyznaję, iż do teraz nie mogę po nim dojść do siebie. Dialogi w tym filmie występują ,lecz są one dość lakoniczne. Większy przekaz zapewnia sam obraz, który wzbudził we mnie niesamowicie silne emocje. Parafrazując słowa mojej ulubionej artystki, Moniki Brodki w wywiadzie dla Glamour ,,Rzadko kiedy film, samym obrazem przywołuje cię o wymioty te[Requiem dla snu i Trainspotting] tak". Po krótce: Fabuła filmu Darrena Arnofsky'ego(tak, to tego od Czarnego łabędzia) opowiada historię ćpuna (w tej roli, jak zwykle genialny- Jared Leto), jego dziewczyny, oraz matki. Wszystkie te postacie popadają w fascynacje, powoli przekształcającą się w uzależnienie. Ich alienacja w świecie własnych potrzeb, napędzanym niespełnionymi marzeniami i narkotykami wywołuje wiele konfliktów oraz nieporozumień co niesie za sobą tragiczne skutki. Aronofsky, jak zwykle, genialnie balansuje na granicy rzeczywistości oraz obłędu. Myślę że jest to film niebanalny, wręcz wstrząsający. Polecam każdemu, komu znudziły się infantylne, przekolorowane dramaty.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

